Dzień Świętości Życia w Katedrze

Dzien swietosciTen wieczór mimo zapowiedzi meteorologicznych był bardzo gorący - gorący za sprawą wielu serc zgromadzonych w naszej warszawsko-praskiej Katedrze. Mszy św. przewodniczył Nuncjusz Apostolski w Polsce, ks. abp Celestino Migliore. Już na samym początku kazania nawiązał do: czytanej tego dnia ewangelii - do życiowej roli Maryi, do zbliżającego się Marszu i świętowania XIX rocznicy powstania naszej Diecezji. W tych trzech aspektach szukał odpowiedzi - czym jest ŻYCIE? Co mamy na myśli mówiąc życie? Co to jest ojcostwo i macierzyństwo? Z tym pytanie zwrócił sie do młodych zebranych w Katedrze - czym dla nas jest ŻYCIE?

W kazaniu przywołał wyniki sondaży z których wynikało 85% młodych ludzi jest zadowolona ze swojego życia. W jaki sposób mierzą to zadowolenie: 14% uważa, że najważniejsze to dobrze zarabiać, 18% za najważniejsze uważa poczucie wolności a 47% za najważniejsze uważa założenie rodziny ( w tym miejscu chciałby wtrącić, iż niestety nie widziałem zbyt dużo małżeństw z Domowego Kościoła podczas katedralnej mszy). Taki obraz zadowolenia daje nadzieję dla wielu z Was tu obecnych, mówił ks. abp Celestino Migliore. Życie wg niego nie jest tylko materią, substancją zarządzaną przez biotechnologie - to konkretna osoba wraz ze swoimi odniesieniami, z planami na przyszłość i z miłością. W kolejnych słowach abp. nawiązał do Ewangelii, w której Maryja wypowiedziała dwa znamienne zdania "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!". Jakie myśli nurtowały Maryję gdy odpowiadała aniołowi? Wielkość Maryi tkwiła w pojmowaniu zależności od Boga. Skłoniło Ją to do oddania Daru. Nawiązać głęboki związek z Bogiem i pozwolić by Bóg uczynił z nas Dar dla innych, mówił abp. Marsz jest publicznym sprzeciwem przeciw zachowaniom i stylowi życia promującym materialny sposób życia. Jest to też sprzeciw w wymiarze międzynarodowym, w którym wydaje się krzywdzące wyroki i nie broni się tych których życie jest zagrożone. Idea Marszu idzie dalej – jest osobistym i wspólnotowym zaangażowaniem się w sprawę. Przed nami staje Anioł abyśmy byli ojcami i matkami Jezusa – tak by rodził się Jezus i aby ukazywał się nam na różnych ścieżkach w: szkole, rodzinie, rozrywkach, pracy. Prosi każdego z Was abyście nadali swojemu życiu jasny sens. Wybrać Boga w każdym momencie życia. Pan Bóg wzywa nas do tego by być świętym (tu abp. Celestino Migliore przywołał postać Jana Pawła II) – nie tylko indywidualnie ale także wspólnotowo. XIX rocznica powstania Diecezji warszawsko-praskiej mobilizuje nas do przeżywania świętości jako wspólnota diecezjalna, parafialna zjednoczona w Jego Imieniu. Tymi słowami abp. zakończył kazanie w naszej Katedrze. W uroczystościach uczestniczyli także: abp. Henryk Hoser, abp. Kazimierz Romaniuk, bp. Stanisław Kędziora oraz całe duchowieństwo i wierni z naszej Diecezji. Na koniec mszy słowo wygłosił abp. Henryk Hoser. Po mszy przeszliśmy z Katedry na Plac Zamkowy, gdzie połączyliśmy swoje siły z wiernymi z Diecezji Warszawskiej. Tam też odbył się spektakl zorganizowany przez wspólnotę WODA ŻYCIA, w której podziwialiśmy sceny z życia współczesnej rodziny. Aktorzy ukazywali nam też zagrożenia, które czają się by uderzyć w kobietę w ciąży. Dziękujemy za ich trud i wysiłek, który na pewno włożyli w ten spektakl. Po zakończonym pokazie ruszyliśmy Krakowskim Przedmieściem w kierunku Pl. Piłsudskiego. Tam też utworzyliśmy krąg spośród uczestników marszu, w którym modliliśmy się i dziękowaliśmy Panu Bogu za cały ten piękny dzień, za wszystkich, którzy przyczynili się do zorganizowania tego marszu. Po wypuszczeniu do nieba balonów intencji i odśpiewaniu Apelu jasnogórskiego rozeszliśmy się w pokoju. W pamięci pozostanie mi ogromna ilość młodych ludzi, którzy wyrazili swoja solidarność a biskupami i z ideami marszu, obrazki śpiewających religijne pieśni młodych ludzi kontrastujące z otoczeniem Krakowskiego Przedmieścia tego dnia, obrazy rozmodlonych i kontemplujących ludzi, par małżonków z dziećmi, obraz ludzi, którzy tego dnia mogli czas spędzić inaczej ale coś ich ciągnęło do obu Katedr, obraz ludzi, którym nie jest obojętne jest życie ludzkie od momentu poczęcia, obraz ludzi, którzy zapraszają Jezusa do swojej rodziny i się Go nie wstydzą, obraz miłości emanującej z lic wielu. Niedługo bo już w maju kolejny marsz (29 maja) Marsz dla życia i rodziny.

DK – Jarek Ślubowski

 


 

Beatyfikacja Ojca Świętego Jana Pawła II 1 maja 2011 r., w Niedzielę Bożego Miłosierdzia
Nie lękajcie się Miłosierdzia!

Na naszych oczach spełnia się wołanie ludu Bożego: "Santo subito" - Święty natychmiast. Ku radości świata, a zwłaszcza nas, Polaków, umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II 1 maja br. zostanie w Rzymie ogłoszony błogosławionym! Jest to data niezwykle wymowna, gdyż w tym dniu obchodzić będziemy Święto Miłosierdzia Bożego. Właśnie w wigilię tego święta, 2 kwietnia 2005 r., Papież Polak odszedł do Domu Ojca. Wczoraj Papież Benedykt XVI promulgował dekret o autentyczności cudu uzdrowienia z choroby Parkinsona, który za wstawiennictwem Jana Pawła II otrzymała francuska siostra zakonna Marie-Simone Pierre. Jednocześnie Stolica Apostolska oficjalnie ogłosiła majowy termin wyniesienia do chwały ołtarzy Ojca Świętego. Modlitwa dziękczynna za ten dar popłynęła wczoraj w wielu polskich miastach, wierni gromadzili się na modlitwie wdzięczności za tak oczekiwany dar beatyfikacji naszego wielkiego rodaka.

"Pośród niesnasek Pan Bóg uderza w ogromny dzwon. Dla Słowiańskiego oto Papieża otwarty tron..." - te słowa Juliusza Słowackiego przywoływane niegdyś po wydarzeniu z 16 października 1978 roku chyba równie doskonale obrazują wydarzenie dnia wczorajszego. Tym razem jest to tron świętości, którą już w dzień Jego pogrzebu ogłaszał zgromadzony na placu św. Piotra lud Boży, unosząc nad głowami transparenty z napisem: "Santo subito". Nie było w tym niczego zaskakującego. Jan Paweł II to człowiek święty, a najlepszym tego dowodem jest fakt, że ludzkimi słowami nie da się wiernie opisać tajemnicy Największego Człowieka naszych czasów. Podobnie jak jego pontyfikatu nie sposób zrozumieć i wyjaśnić przy zastosowaniu czysto racjonalnych tłumaczeń. Można go zrozumieć tylko poprzez misterium działania łaski, za pomocą której Bóg zstępuje do człowieka i do Boga wznosi się człowiek...

Jan Paweł II to człowiek święty. To dlatego przez Niego w sposób widzialny przemawiała rzeczywistość niewidzialna i dzieje Bożej ekonomii. Wszyscy to doskonale widzieli, gdy całował łzy na policzkach ludzi biednych, gdy "uzdrawiał trędowatych", "przywracał wzrok ślepcom", uwalniał więźniów, obalał mury między człowiekiem a człowiekiem, a na rumowiskach kłamstwa i zbrodni zwiastował nowe życie.

Jan Paweł II to jedna z najbardziej zdumiewających i wzruszających historii przełomu wieków. Ale historia ta nie zakończyła się wraz z Jego pontyfikatem. Papież z Polski jest teraz w Domu Ojca, który był Jego celem i do którego zmierzał przez całe życie. Dziś stamtąd spogląda na nas gotowy w każdej chwili pomóc nam znów czynić wielkie rzeczy. Na tym polega tajemnica Jego miłości. A o tym, że już jest wielkim naszym orędownikiem w Niebie, świadczy choćby jeden fakt. Oto w chwili, gdy na arenie międzynarodowej świadomie urządza się kpinę z Polski i Polaków, poprzez wydarzenie beatyfikacji znów jakby słyszymy: "Nie lękajcie się!". I jeszcze głośniej: "Ojczyzno moja kochana, Polsko, Bóg Cię znów wywyższa i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna!".

Zawiłe dzieje ludzkości obfitują w wiele punktów zwrotnych i doniosłych wydarzeń. Trzeba nam jednak zrozumieć, że beatyfikacja największego z synów naszej Ojczyzny to coś o wiele bardziej wyjątkowego niż wygrane elekcje, zawarte koalicje czy giełdowe wykresy. Dlatego w naszym nieustannym pośpiechu trzeba nam uświadomić sobie, że ten czas jest czasem łaski. "Pan Bóg uderza w ogromny dzwon". Nieprzypadkowo w Niedzielę Bożego Miłosierdzia, którego światu tak bardzo dziś potrzeba...


Zwolennik marihuany znów w katolickiej szkole

Ewa Łosińska

17-latek wyrzucony za propagowanie legalizacji narkotyków ma wrócić do liceum – nakazało kuratorium

Damian Jaworskzwolennik marihuanyi właśnie wrócił – po ponadmiesięcznej przerwie – do Publicznego Salezjańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Czarnym Dunajcu. To efekt decyzji małopolskiego kuratorium, które stwierdziło uchybienia formalnoprawne w decyzji o wyrzuceniu go ze szkoły za propagowanie poglądów niezgodnych z jej statutem.

17-latek w październiku próbował zorganizować w Zakopanem marsz na rzecz legalizacji marihuany. Manifestacji nie było – przyszła tylko grupka kolegów Damiana. Kilka dni później chłopaka nie wpuszczono do liceum. – Jesteśmy placówką katolicką i uczniowie, którzy głoszą hasła legalizacji narkotyków, nie powinni mieć wśród nas miejsca – tłumaczył dyrektor Wojciech Strzelecki. Jego decyzję poparły rada rodziców i samorząd uczniowski. Szkoła powoływała się na statut, w którym zapisano, że od uczniów oczekuje się m.in. "troski o zdrowie, w tym powstrzymywania się od (...) zażywania lub rozprowadzania środków odurzających". Przed marszem ostrzegała rodziców Damiana, jakie mogą być jego konsekwencje. Ale ci uznali, że syn ma prawo do wyrażania poglądów. Damian odwołał się do kuratorium, twierdząc, że złamano jego konstytucyjne prawo do wolności poglądów. Poparła go m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka. – Konstytucja broni wolności wyrażania poglądów i jest ważniejsza od statutu szkoły – podkreśla Dominika Bychowska z fundacji, ale zastrzega: – W takich wypadkach trzeba też jednak pamiętać o moralności i porządku publicznym, zwłaszcza wpływie na osoby nieletnie.

A kuratorium zastrzega, że jego rolą nie jest uchylanie suwerennych decyzji dyrekcji szkoły, lecz tylko sprawdzanie, czy zostały podjęte zgodnie z prawem. – O uchyleniu decyzji zdecydowały wyłącznie względy proceduralne – zaznacza Aleksandra Nowak, rzeczniczka Małopolskiego Kuratorium Oświaty.Ks. Dariusz Bartocha, rzecznik ojców salezjanów nadzorujących liceum, zapowiada, że nieprecyzyjne zapisy w statucie szkoły zostaną poprawione. Ale to nie oznacza ponownego usunięcia Damiana. – Przygotowujemy program dla tego ucznia. Zależy nam na wychowaniu, a nie wyrzucaniu – zapewnia. Dopiero gdyby starania się nie powiodły, Damian opuści liceum. – Przepisy nakazują chronić szkołę przed narkomanią. Żałujemy, że kuratorium nie odnosi się do meritum – dodaje.

– Nawet po decyzji kuratorium źródło problemu pozostało – mówi dr Jerzy Lackowski, dyrektor Studium Pedagogicznego UJ. – Szkoła ma prawo domagać się przestrzegania statutu, a uczeń, który go łamie, musi się liczyć z konsekwencjami. – Cięcie chirurgiczne to ostateczność, warto dać chłopakowi szansę – uważa ks. prof. Tadeusz Panuś, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży krakowskiej kurii. – Ale specjalny program powiedzie się, tylko jeśli uczeń zechce współpracować.

Źrodło: Rzeczpospolita


Wykształcony Amerykanin = religijny Amerykanin

 

Lwykształcony amerykaninepiej wykształceni Amerykanie są dziś bardziej religijni i popierają konserwatywne idee. "The New York Times" pisze o zmianach w społeczeństwie amerykańskim.

W latach 70. XX wieku amerykańskie społeczeństwo dzieliło się na rosnącą w siłę, dobrze wykształconą klasę, przychylnie nastawioną do liberalnych idei, zwłaszcza do samej rewolucji seksualnej oraz na klasę średnią, gorzej wyedukowaną, ale bardziej religijną, popierającą konserwatywne idee. Lewicowy dziennik "The New York Times" pisze, że dziś jest odwrotnie.

Obecnie bardziej religijni Amerykanie to ludzie dobrze wykształceni. Zachowują tradycyjne poglądy wobec takich kwestii jak np. małżeństwo i rodzina. Z drugiej strony jest gorzej wyedukowana część społeczeństwa z bardziej liberalnymi poglądami.

Cytowane w artykule badania „National Marriage Project” dowodzą wyraźnego upadku rodziny z dwoma rodzicami pośród umiarkowanie wyedukowanej klasy średniej (58 proc. Amerykanów z maturą wychowuje dzieci jako samotni rodzice).

Zmianę zaobserwowano także w kwestii religijności amerykańskiego społeczeństwa. W latach 70. absolwenci uczelni nieco rzadziej chodzili do kościoła niż absolwenci szkól średnich. Dzisiaj jest na odwrót. Bardziej religijni i praktykujący są Amerykanie z wyższym wykształceniem, podczas gdy gorzej albo wcale niepraktykujący są gorzej wykształceni Amerykanie.

Obserwuje się również, że osoby religijne stały się bardziej wykształcone. Obecnie w USA jedną z najlepiej wykształconych grup są ewangelicy.

Źródło: fronda.pl


Na czym polega odpowiedzialne rodzicielstwo?

Jakie zagrożenia niesie ze sobą zapłodnienie in vitro?

Czy państwo polskie chroni Rodzinę?

Odpowiedzi na te pytania udzielili prelegenci, lekarze i prawnicy podczas konferencji bioetycznej „Rodzina wobec życia”, która odbyła się w sobotę 20 listopada w budynku przedszkola „Strumienie”.

k1 Zagadnienia związane z odpowiedzialnym rodzicielstwem omówił ks. Jan O’Dogherty, kapłan Opus Dei i lekarz. Podczas wykładu wyjaśnił na czym polega odpowiedzialne rodzicielstwo i w jaki sposób należy je rozumieć. „Dziecko to sprawa trojga: Pana Boga i małżonków” – mówił dodając, że odpowiedzialne rodzicielstwo dotyczy dwóch aspektów, decyzji czy przekazać życie czy też nie oraz wyboru stosownych środków by zrealizować podjętą decyzję.

Ksiądz O’Dogherty przedstawił kryteria, jakimi powinni kierować się małżonkowie decydując o liczbie dzieci. Przywoływał słowa Jana Pawła II, że „Rodzice powinni pamiętać, że mniejszym złem jest niemożność zapewnienia własnym dzieciom pewnych wygód życiowych i dóbr materialnych, niż pozbawienie ich braci i sióstr, którzy mogliby dopomóc w rozwoju ich człowieczeństwa i wieść piękne życie w każdej jego fazie i w jego różnorodności”
Pobierz prezentację nt. odpowiedzialnego rodzicielstwa

k2 Bardzo praktyczne odniesienie miał wykład Pani Beaty Gulanowskiej-Gędek lekarza z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie. Przedstawiła ona negatywne konsekwencje zabiegu in vitro - zarówno dla zdrowia matki, jak i dziecka. Prelekcja ta posłużyła również uporządkowaniu różnego rodzaju teorii dotyczących leczenia niepłodności.

 

Ważnym elementem konferencji było wystąpienie Pana Radosława Waszkiewicza, prawnika i członka zarządu Związku Dużych Rodzin 3+. Było ono poświęcone sytuacji polskich rodzin w kontekście obowiązującego prawa. Wiele z przedstawionych faktów, które świadczyły o dyskryminowaniu rodziny wywołało poruszenie wśród uczestników konferencji. Radosław Waszkiewicz zachęcił do angażowania się w działania, które wpłyną na poprawę kondycji polskich rodzin, a także docenią niebagatelną pracę kobiety w domu.


Wielka Brytania: dla kogo katolickie szkoły?

Biuletyn Radia Watykańskiego

W Wielkiej Brytanii dość niespodziewanie wybuchła debata na temat naboru do szkół katolickich. Zaczęło się od sensacyjnej wiadomości, że lider liberalnych demokratów, wicepremier Nick Clegg, posłał swego syna do takiej szkoły. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w czasie całkiem niedawnej kampanii wyborczej Clegg deklarował się jako ateista, a uznanie wyborców zyskał między innymi dzięki krytyce szkolnictwa wyznaniowego. Sam tymczasem wybrał szkołę katolicką, i to nie byle jaką, lecz związaną z londyńskim oratorium, a zatem ze środowiskiem wręcz ultrakatolickim. W praktyce oznacza to między innymi Msze po łacinie, nierzadko w rycie przedsobrowym, oraz obowiązkowe modlitwy dla uczniów kilka razy dziennie. Co ciekawe, dzięki dociekliwości dziennikarzy, okazało się, że do tej samej szkoły posyła swoje dzieci również Harriet Harman, która za rządów Blaira i Browna forsowała antykościelne ustawodawstwo i doprowadziła między innymi do zamknięcia katolickich ośrodków adopcyjnych. No cóż, London Oratory School to jedna z najlepszych szkół w stolicy. Jej ukończenie otwiera drzwi do elitarnych uniwersytetów, jak Oxford czy Cambridge.

Kiedy prawda wyszła na jaw, liberalni i lewicowi wyborcy poczuli się oszukani, zarzucając swym liderom hipokryzję. Katolicy zaczęli się natomiast pytać, dla kogo tak naprawdę są przeznaczone katolickie szkoły. Dlaczego ludzie, którzy nie tylko nie żyją zgodnie z nauczaniem Kościoła, ale otwarcie z nim walczą, „podkradają” w pewnym sensie miejsca w najlepszych kościelnych szkołach normalnym, praktykującym rodzinom katolickim. Te ostatnie z konieczności posyłają dzieci do szkół publicznych, w których katolicy są faktyczną mniejszością, nierzadko dyskryminowaną za swe przekonania.

Dyskusję na ten temat otworzył artykuł londyńskiego proboszcza ks. Ashleya Becka w tygodniku The Tablet. W jego przekonaniu, z racji duszpasterskich Kościół powinien promować praktykujące rodziny katolickie. Winno się to przejawiać również w regułach naboru do cieszących się dużą popularnością szkół. Ks. Beck przypomina, że w pewnej mierze ta zasada jest już stosowana w brytyjskim Kościele. Składając podanie do katolickiej szkoły trzeba bowiem przedstawić opinię od proboszcza. To z kolei skłania niepraktykujące małżeństwa do zainteresowania się Kościołem, regularnego udziału w liturgii, a nawet do zaangażowania w życie parafii. Londyński duszpasterz przyznaje, że niektórzy czynią to ze względów czysto formalnych i rozstają się z Kościołem, jak tylko otrzymają pozytywną opinię dla syna bądź córki. Tym nie mniej, zauważa ks. Beck, dla naszego duszpasterstwa jest to wielka szansa, którą wcale nierzadko udaje się nam wykorzystać.

W ostatnich jednak latach sytuacja kapłanów wystawiających opinie znacznie się pogorszyła. Nowe rozporządzenia, zarówno państwowe jak i kościelne, ograniczają ich wiedzę o rodzinach. Nie wolno im się pytać na przykład, czy rodzice żyją w sakramentalnym związku małżeńskim. Z drugiej strony rosną naciski, zarówno ze strony państwa, jak i niektórych środowisk kościelnych, by szkolnictwo katolickie stało się jeszcze bardziej otwarte na dzieci z najróżniejszych kategorii społecznych. Wszystko to działa na niekorzyść normalnych rodzin katolickich, które w coraz bardziej obcym kulturowo społeczeństwie zostają pozostawione samym sobie, niemal na lodzie.

Artykuł londyńskiego proboszcza wywołał wielkie poruszenie. Nie obyło się bez zgrzytów i obelg. Autora oskarżono wręcz o wolę karania dzieci za niemoralność rodziców. Oficjalni przedstawiciele katolickiego szkolnictwa nie zgodzili się na realistyczny z duszpasterskiego punktu widzenia podział katolików na nominalnych i praktykujących. Tym niemniej dyskusja pozwoliła raz jeszcze sięgnąć do niedawnego nauczania Benedykta XVI o potrzebie utwierdzania katolickiej tożsamości kościelnych szkół w Wielkiej Brytanii. Przypomniała, że ich podstawowym celem nie jest torowanie drogi do Oxfordu dzieciom Clegga i innych prominentów, lecz wychowywanie nowego pokolenia brytyjskich katolików.

Informacja o cookies | Mapa strony